Jacek zdaje si nie spostrzega, e obok tocz si rozmowy, e konfrontuje si projekty umownych klauzul, e za oknami kipi ruchem ulice, e bije serce wielkiego miasta, e ci obcy, obojtni ludzie, pieszcy si wiecznie, nios z sob swoje wasne troski, e s gnani tysicem spraw nie cierpicych zwoki. 